Pokazywanie postów oznaczonych etykietą studies. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą studies. Pokaż wszystkie posty

2011/06/14

冬蟲夏草 Robal Zimą Ziele Latem

Jednym z wyjątkowych substratów farmaceutycznych  w chińskiej medycynie jest „冬蟲夏草”- czyli Cordyceps, (po polsku maczużnik), pasożytniczy grzyb – workowiec. Jego cykl życiowy mogłby stać się kanwą kolejnej sagi w stylu „Obcego” (możliwe zresztą że i autor wspomnianego dzieła korzystał z podręczników parazytologii). Z pewnością nie spali na biologii autorzy pełnometrażowej kreskówki  „G.I. Joe” z 1978r.
Większość gatunków z rodzaju Cordyceps pasożytuje na bezkręgowcach. Zarodniki takiego C. sinensis kiełkują, gdy upadną na ciało gąsienicy pewnego gatunku ćmy. Grzyb żywi się tkankami ofiary. Kiedy całe ciało przerastają strzępki grzybni, a gąsienica umiera, formują się na niej maczugowate owocniki zawierające spory. Grzybnia C. unilateralis rozrastając się w ciele mrówki, atakuje jej system nerwowy i zamienia pracowitego owada w bezwolne zombie: mrówka opuszcza rodzinę, wspina się na wysoką roślinę, wgryza w nią żuwaczkami i czeka na śmierć. Z zasuszonego pancerzyka mrówki wyrasta imponujący owocnik, ktory z wysokości rozsiewa na nieświadome zagrożenia owady kolejną porcję zarodników.   
Z puktu widzenia nie znającego się na biologii grzybów obserwatora dochodzi do niezwykłej, cyklicznej przemiany owada w roślinę. Chińczycy założyli sobie,  że z padających na ziemię zarodników wyrasta... gąsienica, i to było przyczyną takiego a nie innego nazwania przerażającego pasożyta.
Niezwykły cykl życiowy świetnie wspomaga marketing „夏草冬蟲”,”zwanego też w skrócie „robakozielem”: "蟲草”. Jeszcze do niedawna  pozyskiwano tylko dzikie owocniki, był więc to drogi specjał, stosowany w czasach historycznych przez rozpieszczanych przez lud tybetanskich mnichów. I teraz, mimo rozwinięcia efektywnych technik hodowli (już bez gąsienic), preparaty z Cordyceps nie są tanie. Do czego więc służy Cordyceps? Niektórzy twierdzą, że to lek na raka i wszystkie inne schorzenia, jak żeńszeń prawie. Niestety nie ma zbyt wielu wiarygodnych badań naukowych na temat jego działania. Zawiera nukleozydy i aktywne biologicznie polisacharydy; zakłada się, że działa immunomodulująco, obniża poziom cholesterolu i trójglicerydów, bada się jego wpływ na astmę, niektóre rodzaje nowotworów, choroby wątroby i nerek- na efekty badan trzeba jednak poczekać.
Według chińskich źródeł 《本草從新》z poł. XVIII w. (w klasycznym chińskim herbarzu 本草綱目się nie pojawia), „Ziółko” oddziałuje na meridiany nerki i płuc, ma smak słodki, neutralny. Leczy kaszel, bóle krzyża i stawów, impotencję, polucje(!), odżywia płuca i nerki, usuwa flegmę. Mimo legendy, jaką obrósł, nie wszyscy specjaliści sięgają chętnie po tego grzyba- mój szef, prof. S. twierdzi na przykład,  że podobne i lepsze efekty lecznicze można uzyskać z pomocą tańszych ziół. Być może więc robakoziele jest przereklamowane, jednak jego niezwykłość i cena mogą zwiększać korzystny dla zdrowia efekt placebo.

Świeże zioła: po lewej Angelica (當歸) i Cordyceps (冬蟲夏草)po prawej na górze, na dole 龍鬚菜-warzywo "smocze wąsy"

2011/06/05

Spis tresci 目錄學

 Przede mna na stolach pietrza sie sterty starych ksiazek, zakurzonych i z wzorzystymi sladami plesni. Zaden uczciwy alergik nie tknalby ich nawet bambusowym kijem. Ksiazki stare- wiele przezyly i na wiele sposobow trafialy w rece obecnego wlasciciela- profesora ksiegologii. Niektore zostaly wysoko wylicytowane na miedzynarodowych aukcjach, niektore- przedsiebiorczy profesorowie wygrzebywali ze smietnikow. 

  To dziwaczne uczucie- uczyc sie o ksiazkach. Najwyzszym szacunkiem i czcia obdarzana jest nie tylko ich tresc, ale i forma materialna, inkarnacja ginacej w mrokach dziejow wiedzy. Prastare teksty z Mawangdui albo jaskin Mogao znajduja sie w o niebo lepszej sytuacji niz XVIII albo XX-wieczne zbiory kartek marnego papieru, na ktorych spoczelo doswiadczenie genialnego praktyka i uczonego. Proces przekazywania i selekcji wiedzy zaczyna sie wlasnie tutaj: od uwaznego pochylenia sie nad kazdym skrawkiem zadrukowanego papieru.

2011/06/04

Pora na powrot

Oto i okazja: uroczystosc zakonczenia studiow, kwiaty, smieszny stroj "zakonu sliwkowego", ktory dzisiaj wdzialam- nie bez perwersyjnej satysfakcji. To wszystko grubo na miesiac przed rzeczywistym terminem zakonczenia studiow. Najwyrazniej nikt nie bedzie sie przejmowal takimi drobiazgami, skoro moj dyplom juz wydrukowany.
Czuje ulge. Dzis postanowilam odwiedzic knajpe "Rybie Kosci", aby uczcic cezure. W przesiaknietym dymem papierosowym wnetrzu znalazlam znajomych, ktorzy siedzieli przy zdemontowanym barze. Oznajmili, ze knajpa zostala zamknieta. Powodem zamkniecia byla nagonka na nielegalne w sensie planowania przestrzennego lokale, z ktorych jeden nie tak dawno splonal wraz z odwiedzajacymi go klientami. Lokal, w ktorym miescila sie najbardziej swojska knajpa Azji, zlokalizowany jest w dzielnicy mieszkaniowej, gdzie obowiazuja bardzo restrykcyjne zasady komercyjnego wykorzystywania budynkow. Jest to prawdopodobnie proba zbalansowania chaosu budowlanego w tajwanskich miastach, o ktorym juz chyba wspomnialam nazywajac go po kolezance bxy - koszmarem urbanisty. Restrykcje tego typu  wydaja sie bardziej zrozumiale, kiedy pod stopami zakolysze sie ziemia, a kolejny reaktor elektrowni Fukushima zaczyna miec problemy z chlodzeniem paliwa. Nawet bez udzialu atomu trzesienie ziemi to pozary na skutek rozszczelnienia instalacji gazowych- najczestsza przyczyna smierci w przypadku takiego kataklizmu.

Smutnym okiem rzucilam na kolorowa pacyfke na scianie, nieco weselszym na nowy tatuaz barmanki- znak anarchii. Wrocilam do swojej lodowki (bez klimy ani rusz, kiedy wieczorem 34 st.c). Sama zreszta wyprowadzam sie za 3 tygodnie.

2011/02/16

Milosc i smierc w Changhua

Ostatnimi czasy pochlonely mnie bez reszty tajwanskie rytualy. W ostatnich dniach stycznia zlecono mi chalture. Jako znany fotograf-amator robilam zdjecia podczas ceremonii slubnej i wesela znajomych. Otrzymalam za to czerwona koperte. Przed i po tej podwojnie radosnej uroczystosci fotografowalam doczesne szczatki obywateli Tajwanu, poznajac jednoczesnie tajniki zawodu Mistrza, co Kosci Zbiera (撿骨師). Badania planowane byly poczatkowo ze znacznie wiekszym rozmachem. Teraz z ulga przyjmuje ograniczenie smialego planu do zaledwie kilku dni.

Praca grabarza-naukowca (jak to okreslila znajoma) byla meczaca fizycznie i wycienczajaca emocjonalnie. Pozostawanie przez wiele godzin w przygarbionej, wykrzywionej niemozliwie, przykucnietej pozycji w zapylonym i okresowo zadymianym pomieszczeniu nie pozostalo bez wplywu na kregoslup i zatoki przynosowe.

Pracownia, w ktorej pan Huang oczyszczal (niezbyt. niestety, dokladnie) szkielety, opiekowal sie 地藏菩薩 (Ksitigarbha)- Bodhisattva, ktory zstapil do Piekiel. Przed przystapieniem do badan musialam zaopatrzyc sie w odstraszajace duchy listki piolunu (艾草 Artemisia argyi, 芙蓉 Artemisia chinense), zlozyc ofiare z pieniedzy dla duchow w pobliskiej swiatyni oraz zapewnic rodzine Mistrza, ze aktualnie nie miesiaczkuje. Byla to niezwykla, wzruszajaca chwila dla antropologa, ktory o tabu zwiazanym z menstruacja naczytal sie po dziurki w nosie, jednak byla to dla niego osobliwosc nieznana jego kulturze, jak rytualna skaryfikacja albo inny pogrzeb powietrzny nie przymierzajac. A tu prosze- obserwacja uczestniczaca ze wszystkimi szykanami. Przy okazji rozmow o menstruacji dowiedzialam sie, ze w tej fazie cyklu miesiecznego nie wolno mi rowniez uczestniczyc w noworocznych modlach do Boga Niebios (拜天公) a nawet wchodzic do swiatyn. Ha.

Ale wracajac do tematu. Warunkiem dopuszczenia mnie z aparatem do kosci byla... zgoda samych wlascicieli. Mieli oni wyrazic przyzwolenie lub jego brak poprzez wplyniecie na wynik "rzutu moneta'. tradycyjnie do tego celu sluzy drewniane narzedzie przypominajace dwie polowki gigantycznego orzecha nerkowca. Po zadaniu pytania obie polowki podrzuca sie, a kiedy spadna na ziemie- odczytuje sie odpowiedz: NIE- jesli obie polowki ulozyly sie plaskimi lub wypuklymi stronami w ta sama strone, TAK- jesli jedna ulozy sie wypukla a dluga plaska strona do ziemi. Pan Huang zaskoczyl mnie podwojnie- po pierwsze uzyl monet 10-dolarowych, a po drugie- nie pytal kazdego zmarlego z osobna, tylko kilka dni wczesniej poprosil cale towarzystwo o demokratyczna decyzje. Mimo takiego "ulatwienia" istnialo duze ryzyko (75%), ze przynajmniej jeden z koniecznych 2 rzutow monetami bedzie na "nie". I co? Obydwa byly na "tak"! Za okazana laskawosc musialam glosno wyrazac wdziecznosc po kazdej serii zdjec. Po zakonczeniu dnia pracy nie wolno mi bylo wrocic prosto do domu. Musialam pokluczyc troche, zeby zgubic ewentualny nadprzyrodzony ogon. Zwykle wchodzilam do jakiejs swiatyni. "skazone" wierzchnie ubranie oraz sprzet zostawaly w garazu, gdzie byly "odkazane' woda z piolunem. Po kilku dniach wymuszonych ceregieli zaczelam sie lapac na tym, ze sama juz mysle "duchowymi"  kategoriami i bez oporow daje sie okadzac, bez problemu przejmujac w rozmowach dyskurs pana Huanga i innych, podobnie tradycyjnych Tajwanczykow. Na razie badania zakonczyly sie po sfotografowaniu 36 czaszek. W przyszla niedziele udaje sie na cmentarz, gdzie inny Mistrz, w cieniu trzymanego przez corke nieboszczyka czarnego parasola, wykopie i zabierze do pracowni szkielet- o ile tkanki miekkie zdazyly sie calkiem rozlozyc. Jesli tak sie jeszcze nie stalo...to zupelnie inna historia.

2010/12/02

Mroczne rytualy

Czas. Goni. Pedzi. Gna na rzez. I znow znalazlam sie w krytycznym punkcie czasoprzestrzeni. Moj czas wciaga w czarna czelusc swojej rury absurdalny kosmiczny odkurzacz. Usilne proby rozciagniecia kosmicznej materii przed wessaniem jej za horyzont zdarzen spelzaja na niczym. Chocbym zjadla tysiac kotletow. Za dwa tygodnie jedna wazna prezentacja, w wigilie kolejna. Mam jeszcze pol roku na napisanie pracy magisterskiej - jakze roznej od tej juz napisanej. Poltora roku zostalo na doktorat. Jego powstanie w tej chwili wydaje mi sie tej samej kategorii zdarzeniem co wyciagniecie z cylindra krolika.

Czy sie obijam? Wydaje mi sie raczej, ze brakuje czasu na konieczna refleksje nad przeplywajacymi doswiadczeniami. Wczoraj, dajmy na to, odwiedzilam dom profesora ksiegologii (典籍文獻研究方法). Profesor ow zycie swoje poswiecil klasycznym tekstom medycznym i ich losom. Jest wyznawca wydanizmu- kultu ksiegi. Obiektem czci sa ksiazki, przy czym wazna jest nie tylko ich tresc, ale przede wszystkim wydanie i osoba je redagujaca. Profesor hobbystycznie uczy tez kaligrafii i rycia pieczeci. Kolekcjonuje przedmioty z jadeitu. Pod pozorem zajec akademickich profesor z grupa studentow odprawil rytual, polegajacy na oddawaniu czci jego kolekcji zabytkowych dziel sztuki. W ciasnym, niemozliwie zagraconym pokoiku, klebilismy sie na podlodze i w naboznym skupieniu obracalismy w rekach figurki i naczynia z jadeitu. Ostroznie, z wypiekami na twarzy przekazywalismy sobie artefakty z roznych okresow. Profesor objasnial: Tu, o prosze, figurka z okresu Han- uskrzydlona owca, lew. niedzwiedz. A to-o!- to jest z okresu Shang/Wiosen i jesieni/Tang... Uradowany Profesor zadawal duzo klopotliwych pytan:- jak ci sie podoba, Xia Yu, ta rzezba z okresu Tang? czy zwrocilas uwage na przemily wyraz twarzy tej kobiety? Czy nie uwazasz ze ten kawalek jadeitu jest wyjatkowo gladki? Neolityczne przedmioty kultowe cong spokojnie przygladaly sie historycznej orgii, a mnie skonczyla sie bateria w aparacie.






Czy przyszlo mi do glowy, ze eksponaty sa tanimi podrobkami? Oczywiscie! Czyz nie jest podejrzane trzymanie kolekcji wartej fortune w pudelkach pod biurkiem, bez zadnych zabezpieczen? Jest jednak wiele przeslanek za tym, ze wieksza czesc kolekcji jest autentyczna. Prawdopodobienstwo, ze w kolekcji Profesora trafil sie jakis fake, jest duze. Podejrzewam nawet, ze falszowanie i sprzedaz na czarnym rynku zabytkow jest jedna z waznych dziedzin chinskiej gospodarki, a Profesor, mimo doswiadczenia, mogl pasc ofiara oszusta. A jesli Profesor, z jego pozycja zawodowa i dobrym imieniem, z calkowitym rozmyslem chwalil sie kolekcja falsyfikatow- to wczorajsze doswiadczenie nalezaloby uznac za jeszcze bardziej perwersyjne.
 
Do tej pory przedmioty podobne do tych z kolekcji widzialam w kilku muzeach i na ksiazkowych ilustracjach. Nie znam sie zupelnie na jadeicie, jako zwierze postmodernistyczne niekoniecznie pozadam oryginalu (zreszta, dobry falsyfikat to efekt talentu, glebokiej znajomosci tematu i warsztatu- co jest wartoscia sama w sobie). Mozliwosc obracania wyrzezbionej bryly w dloniach, mozliwosc dotkniecia opuszkami palcow rytych detali- bylo to doswiadczenie wzruszajace.

Przedwczoraj z kolei, odwiedzilam dom-pracownie czlowieka zajmujacego sie powtornym pochowkiem. Jak to bywa z rodzinnymi interesami na Tajwanie, fizyczna granica miedzy przestrzenia zycia rodzinnego i zawodowego jest zatarta. Zostalismy podjeci przez Gospodarza na parterze, na pietrze zas spokojnie spoczywalo ponad 500 oczyszczonych szkieletow, ktore oczekuja na wskazany przez astrologa-geomante dzien swego powtornego pochowku. O zwyczaju tym jeszcze napisze- pewnie powstanie nawet jakis artykul na ten temat. Dzis wspomne tylko, ze jest to tradycja wywodzaca sie z okresu Qin, kiedy Chinczycy czesto emigrowali. Poniewaz szczatki przodkow i sposob obchodzenia sie z nimi byly i sa waznym elementem ksztaltujacym zycie chinskiego klanu, w czasie przeprowadzki nalezalo przodkow zabrac ze soba. Byloby to trudne technicznie bez pomocy 撿骨師- Mistrza Czyszczacego Kosci, gdyz Chinczycy grzebali swoich zmarlych jak my- w drewnianych trumnach, zasypanych w ziemnych grobach. Po kilkunastu latach, Mistrz w czasie specjalnej ceremonii odkopuje zwloki, ktore do tej pory powinny byc juz rozlozone. Szkielet zostaje przeniesiony do pracowni, resztki trumny, odziezy- spalone na miejscu. Po dokladnym oczyszczeniu kosci, Mistrz owija je pojednynczo lub w grupach w cienki papier, a nastepnie uklada w ceramicznym naczyniu w pozycji embrionalnej. Naczynie zwykle umieszczane jest w wiezy-kolumbarium, gdzie krewnego odwiedzac bedzie rodzina.
Tak jak wiele innych, zagubionych na Kontynencie tradycji, wyjatkowa profesja "zbieracza kosci" zachowala sie na Tajwanie. W miescie Lugang do tej pory uslugi takie swiadczy kilkanascie rodzin (zawod jest przekazywany z pokolenia na pokolenie w linii meskiej). Bardzo serdecznie przyjal mnie 40-letni pan Huang, ktory wciaz pracuje razem z ojcem. Pan Huang reprezentuje siodme pokolenie w zawodzie. Obiecal on poswiecic mi kilka dni w polowie lutego- mam wiec jeszcze troche czasu na przygotowania.

Czesc kilkudniowych ceremonii zalobnych odbywa sie w przestrzeni publicznej- czlonkowie rodziny zmarlego ubieraja sie na bialo.

Wejscie do swiatyni Tianhou (鹿港新祖宮) w miescie Lugang


Dzis...
Dzis mialam skonczyc konstruowanie kwestionariusza ankietowego. Hm.

2010/11/19

Molestowanie antyseksualne

Drze cala w obawie aby nie pasc ofiara molestowania antyseksualnego.

Szczur Schroedingera

Dzis pobilam rekord roztrzepania. Zapomnialam i telefonu i laptopa- obu narzedzi umozliwiajacych kontakt ze swiatem. Telefon zostawilam w Changhua, gdzie intensywnie pracowalam przez ostatnie dni. Z komputerem zapakowanym do plastikowej siaty mialam w planie pojawic sie w szkole, tymczasem zostal on w samochodzie, ktory podwozil mnie do przesiadkowej stacji THSR- tajwanskiego Shinkansena. Lezal caly dzien w reklamowce na tylnym siedzeniu auta zaparkowanego nieopodal stacji. Oczyma wyobrazni juz widzialam zlodzieja porywajacego cenny sprzet razem z bezcenna zawartoscia dysku, jednoczesnie uznajac fajerwerk objawow wytworczych za kare za bezwstydna probe lansu i szpanu. Polegala ta proba na przemyslanym zapakowaniu kompa do pieknej reklamowki sklepu trekingowo-sportowego z wielkim napisem 秀山莊, a nie do plastikowej torby ze znacznie mniejszej wagi marka sklepu obuwniczego typu „made in china- wszystko za 10 zlotych”. Tylko ta pierwsza mogla zachecic do przestepstwa sprawiac wrazenie, ze zawiera cos cennego. Fuj. 

Odbior cudem ocalonego laptopa mial nastapic o godz. 22.30. Czekajac przez godzine pod drzwiami wlasnego mieszkania (brak domofonu) odczuwalam nieodparte wrazenie, ze to, co Erwin Schroedinger ubral w urocza forme zywego w 50% kota, ucielesnia sie wlasnie w rownie hipotetycznie usmierconym polowicznie szczurze F. Czekajac analizowalam sytuacje. Zalozylam, ze F. albo spoznia sie z przyczyn niezaleznych od niego, co mnie martwi i niepokoi (raczej zywy), albo tez spoznia sie z wlasnej woli, co mnie w cudownie kwantowy sposob jednoczesnie bardzo denerwuje (F. martwy). 

Bardziej jednak denerwuje fakt, ze efekty zarwanej nocy zostaly zmarnowane, bo prof. S. postanowil nas powarunkowac- w czasie spotkania zakladowego wyszedl z sali, kiedy uplynal czas, ktory teoretycznie powinien byl wstarczyc kazdemu z 15 uczestnikow na kilkuminutowe zreferowanie efektow 2-tygodniowej pracy. Dla mnie czasu dzis nie bylo. Jestem zdziwiona, choc dziwne tez bylo zingorowanie przez studentow dwoch maili z prosbami o skrocenie prezentacji (ostatnie spotkanie trwalo 7 godzin!). Nastepnym razem, zgodnie z doktryna Wielkiego Nauczyciela, starsi studenci na pewno zadbaja o swoich szkolnych braci i siostry. Tak to sie zalatwia na Tajwanie.

Tematem przewodnim dzisiejszego przegladu zdjec jest transport. Milego ogladania!
 























2010/11/08

Kuracja doktora Paj-Chi-Wo

Lekarz chinskiej medycyny, ktory regularnie mnie nakluwa (bardzo to lubie- wydzielaja sie endorfiny), zalecil jazde na rowerze. Kuracja nie bedzie droga, bo rower pozyczyli (podarowali?) znajomi. Rower-nowka metalik byl fantem wygranym na loterii rok-dwa lata temu. Nikt z domownikow od wielu lat nie jezdzi na rowerze, wiec bez zastanowienia zostal przekazany potrzebujacym. Po przedpoludniu spedzonym na szorowaniu roweru z rdzy (!) i przesmarowaniu mechanizmow ruszam w droge!





Romantyczna legenda o chinskich rowerach jako glownym srodku transportu zdechla wraz z rozwojem przemyslu motoryzacyjnego. Na Tajwanie kroluja "odobaje" czyli skutery. Rowery pojawiaja sie rzadziej, korzystaja z nich glownie uczniowie szkol srednich i podstawowek.

2010/10/05

Nowoczesna diagnostyka

W szkole ucze sie, jak diagnozuja choroby chinscy medycy. Tradycyjnie diagnoza opiera sie na zasadzie 望、聞、問、切, czyli : patrz, wachaj, pytaj i badaj puls. Generalnie, do okreslania stanu pacjenta sluza lekarzowi wszystkie, acz wlasciwie wytrenowane, zmysly. Najniezwyklejsza czescia badania jest bez watpienia badanie "pulsu", ktore przeprowadza sie opuszkami 3 palcow: wskazujacego, srodkowego i serdecznego, w okolicy tetnicy promieniowej, na powierzchni przedniej kosci promieniowej, przy sciegnie miesnia zginacza dlugiego kciuka. Pomiar na kazdym nadgarstku w 3 pozycjach na dwoch glebokosciach daje w sumie 12 zmiennych, dzieki ktorym lekarz uzyskuje gleboki wglad w stan pacjenta. Niektorzy lekarze traktuja badanie pulsu jako najwazniejszy a w ekstremalnych przypadkach jako jedyny etap procesu stawiania diagnozy- choc wedlug moich wykladowcow jest to dzialnie niewlasciwe. Slowo "puls" wyladowalo w nawiasie, poniewaz lekarz Tradycyjnej Chinskiej Medycyny (TCM) bada przeplyw Qi(氣), a nie jakies tam pulsowanie plynow. Jesli ktos chcialby nauczyc sie sztuki badania pulsu, to konieczna bedzie lektura ksiazki "Studium pulsu" (瀕湖脈學) autorstwa Li Shi-zhena (李時珍)

Druga co do hardkorowosci metoda badania to diagnoza z jezyka. W klasycznej medycynie rowniez w ograniczonym stopniu stosowana- po jezyku mozna np. okreslic czy czlowiek jest odwodniony. W TCM jezyk jest dla lekarza jak dlon dla Cyganki- wszystko z niej wyczyta ten, kto pobieral stosowne nauki. W obecnych czasach jest to znacznie latwiejsze- zwlaszcza z takimi pomocami naukowymi:

2010/09/27

Zabojczo skuteczny eliksir

 Z jakim okresem badz swiatopogladem kojarzyc sie moze taka scenka: grupka odurzonych, nagich ludzi biega po lesie, wzbudzajac ciekawosc i niezdrowe podniecenie okolicznych mieszkancow? Osobnicy ci sa zaintoksykowani mieszanka, ktora zawiera substancje, nazywana przez nich „piekna pani”, i na dodatek twierdza ze czlowiek jest tym co je. Tak, tak, nie mylicie sie! Chodzi oczywiscie o taoistycznych adeptow alchemii z czasow dynastii Han i Wei.
 Jedna z glownych religii Chin jest taoizm. W odroznieniu od buddyzmu, taoizm nie zaklada jakiejkolwiek formy zycia po smierci, koncentrujac sie na poprawieniu jakosci i wydluzeniu zycia doczesnego- az do niesmiertelnosci. Do zdrowia, sprawnosci i dlugowiecznosci prowadzila transmutacja ducha (內丹), osiagana przez rozne techniki medytacyjne oraz tradycyjne „odzywianie zycia” (養生),ktore po taoistach przejela tradycyjna chinska medycyna (TCM). Poza alchemia ducha, taoisci stosowali rowniez „dopalacze”, czyli eliksiry (外丹). Jednym z najpopularniejszych dopalaczy byl dla owczesnych eksperymentatorow 寒食散, czyli Proszek Zimnego Jedzenia. Specyfik skladal sie wylacznie ze sproszkowanych mineralow. Dlaczego? Ano dlatego, ze uwazni obserwatorzy przyrody zauwazyli korelacje miedzy jakoscia pozywienia a stanem zdrowia. Doszli do nieglupiego wniosku, ze wlasciwa dieta moze przedluzyc zycie. Zagalopowali sie tylko troche- uznali ze skoro ludzie spozywajacy latwo rozkladajace sie tkanki roslin i zwierzat zyja krotko, to spozywanie bardziej trwalych materialow powinno zycie przedluzyc. Nie marnujac czasu na etapy posrednie, pozostawiajac drewno kornikom a bambus misiom panda, taoisci skierowali uwage na skaly i mineraly. 
 Pierwsze zapiski o leczeniu mineralami pojawiaja sie juz w konfucjanskiej Ksiedze Dokumentow (書經) z VI w. p.n.e., a najstarsza chinska pharmacopoeia- 神農本草(przed II w. n.e.) opisuje medyczne zastosowanie ponad 40 roznych mineralow. Jednym z wazniejszych byl zawierajacy siarczek rteci cynober (硃砂). Wystepowal on we wspomnianej alchemicznej mieszance, razem z realgarem- siarczkiem arsenu 雄黃, alunem白礬, azurytem曾青 i magnetytem 磁石. Wedlug chinskiej medycyny lek mial charakter suchy, goracy i ostry (酷烈) jednoczesnie. Sproszkowane mineraly zazywano doustnie. Po spozyciu cialo poczatkowo ogarnialo goraco a umysl pograzal sie w chaosie (objawy lekkiego zatrucia). Aby zbalansowac gwaltowne oddzialywanie na organizm, z zazywaniem mieszanki laczyly sie restrykcje zwiazane z temperatura: w czasie kuracji nalezalo spozywac tylko zimne pozywienie i napoje, spac w „zimnym lozu”, a nawet zrezygnowac z odziezy. Wedlug goracego oredownika i propagatora mieszanki, He Yana (何晏) , ktoremu specyfik pomogl podobno porzucic rozwiazly tryb zycia, po poczatkowym amoku lek wyciszal i rozjasnial umysl, uspokajal, zwiekszal sily fizyczne, a regularnie stosowany byl tez eliksirem dlugowiecznosci. Teraz wiadomo juz, ze najwaznieszy skladnik mieszanki- cynober o pieknej, czerwono-pomaranczowej barwie- jest substancja toksyczna, przy czym jej dzialanie jest rozne od dzialania na organizm rteci metalicznej. Wedlug badan przeprowadzonych na szczurach przez tajwanskich naukowcow w 1993 roku, dlugotrwale spozywanie siarczku rteci prowadzi do zmian w ukladzie nerwowym, pokarmowym, watrobie i nerkach. Czesc gryzoni traktowana wysokimi dawkami padla w przeciagu 10 tygodni. Moze wiec i dobrze, ze cynober byl niedostepny dla zwyklych smiertelnikow nie tylko ze wzgledu na cene. Wtajemniczeni uzytkownicy trzymali sklad leku w tajemnicy. Nie nazywali rzeczy po imieniu, tylko porozumiewali sie dilerskim kodem. Mineral nazywany byl奼女- piekna pani. W mieszankach czesto laczono go z rtecia metaliczna, ktora nazywana byla wtedy niemowleciem, dla podkreslenia scislego zwiazku obu substancji. O cudownej miksturze zaczeto plotkowac, a zadny eliksiru niesmiertelnosci lud nie ustawal w domyslach, czym moze byc piekna pani. Wielu kojarzyla sie ta nazwa ze slawnymi taoistycznymi praktykami seksualnymi. Niektorzy wierzyli wiec, ze czerwona barwa proszku bierze sie z krwi uzyskiwanej w czasie menarche dziewicy. 
 Los nie do pozazdroszczenia przypadl w udziale nie tylko dojrzewajacym dziewicom, ale rowniez kilku cesarzom dynastii Tang. Wskutek zatrucia eliksirami zmarli w IX w. kolejno: cesarz Xianzong 憲宗- dozywszy 43 lat, Muzong 穆宗- 30 lat, Jingzong 敬宗- 18 lat, Wuzong 武宗- 33 lata i Xuanzong 宣宗- 50 lat. Zwiedzeni obietnica dlugowiecznosci wladcy poslusznie zazywali kolorowe i zabojczo drogie proszki, na wlasne zyczenie skracajac sobie zycie. Przyczynily sie do tego wiezy krwi: autor traktatu o zaletach litofagii nosil to samo nazwisko 李, co protoplasta dynastii Tang. Ich szczatki, byc moze rowniez dzieki obecnosci toksycznych zwiazkow, zachowaly sie calkiem dobrze, a i przedwczesny koniec ich zywotow nie zmienia faktu, ze na czasy dynastii Tang przypada niespotykany rozkwit kultury i sztuki. Smierc synow nieba nie poszla tez na marne- od czasu tej dynastii Chinczycy ostrozniej poczynaja sobie z toksycznymi substancjami, jednak nawet owiany zla slawa cynober(朱砂) do dzisiejszego dnia stosowany jest w tradycyjnej chinskiej medycynie, bardziej czy mniej oficjalnie.

Cynobrowa pasta sluzy do odciskania tradycyjnych kamiennych pieczeci